... siedzę na ławce i obserwuję nadchodzący zachód słońca. Jezioro spokojne, szumi lekko wiatr w koronach drzew. Niedaleko jakieś buraki pokrzykują przy ognisku, wieś tańczy wieś śpiewa, wieś przyjeżdża Audicami i BMkami nad wodę. A obok wiadro martwych ryb.
Początkowa planowałem napisać wesołą refleksję, o wędkarzach, rybach i własnej rodzinie. Usiadłem jednak na chwilę przy łowiącym bracie i tak mi obrzydł ten cały "sport", że już nic, tylko paszkwila a przynajmniej dramat. Nie ma to, jak zarazić umiejętnie rodzinę pasją.
Wędkarstwo - idea
Łowienie ryb w gruncie rzeczy nie ma dla mnie sensu. Ani to potrzebne do przeżycia, ani kontakt z przyrodą, ani sport wesoły i drużynowy. Ryby z dużą łatwością możemy kupić gdzie bądź, ot, w lokalnym Sumie, i niekoniecznie muszą pochodzić z delty Mekongu. Jak ktoś się uprze, to nawet na Allegro widziałem, więc przykro mi, ale ten argument odpada.
Kontakt z przyrodą można mieć i bez kija z kawałkiem sznura. Szczególnie, że znaczna ilość wędkarzy dokonuje sabotażu ekologicznego, wybierając coś z szerokiego wachlarza dodatków począwszy od papierosów, a na przenośnym radiu skończywszy. Rozumiem jednak, że siedzieć na łódce i kontemplować przyrodę to nuda, dlatego ludzkość wymyśliła takie dobrodziejstwa jak książki, aparaty fotograficzne i towarzystwo bliźnich. Jeżeli to nie wystarcza, czas zastanowić się nad wybraniem nazwy dla swojej nerwicy.
O wędkowaniu dla sportu nawet nie wspomnę. Widok kilkudziesięciu facetów, opatulonych w kurtki, rękawice i szaliki, ślęczących nad dziurą wyrąbaną w lodzie aby dorwać jakieś bydle o wadze poniżej kilograma, jest dla mnie sportem dość miernym.
Wychylam się znad ekranu laptopa, a ojciec, całkiem nieświadom dramatycznego tematu, z jakim się mierzę, pyta niewinnie: Ładna, co? - po czym wyjmuje śniętą płoć z wiadra.
Wędkarstwo - to się leczy
Łowiących ryby można podzielić na dwie podstawowe grupy: nieszkodliwych amatorów i niebezpiecznych maniaków. Do amatorów nic nie mam, a wręcz ich popieram. Trzeba mieć przecież jakieś małe pasje i dziwactwa. Maniaków jednak wolę unikać, bo albo oni mają mnie za skończonego durnia, albo ja na nich patrzę jak na dewiantów. Wydaje mi się dziwne zrywanie przed świtem po to, aby przynieść półtora kilo ryb, trzy czwarte ledwo klasyfikuje się do brania a ile frajdy ze skrobaniem. Dziwne wydawanie kopy pieniędzy na silikonowe gluty, mające jakoby zapewnić gigantyczne brania, zanęty idące kilogramami do jeziora, haczyki, spławiki i żyłki regularnie zrywane w okolicznych szuwarach. A to wszystko dla jakiejś chorej idei, ambicji lub nienasycenia...
wtorek, 14 kwietnia 2009
piątek, 10 kwietnia 2009
Wesołych Świąt
Wesołą relację zamieścimy po świętach. Teraz pakujemy manatki i jedziemy na łono natury. Żadnej telewizji, internetu. Tylko nagi laptop na pomoście.
Wszystkiego dobrego :)
Wszystkiego dobrego :)
czwartek, 9 kwietnia 2009
Wiosenne kszanienie
Żona moja, dbając o rodową tradycję, postanowiła zrobić chrzan. Wrzuciliśmy program drugi polskiego radia, w sam raz do tej czynności, w sumie my i oni robimy to samo. Ostrugałem buraczki, dzięki czemu moje dłonie nabrały wyglądu rąk seryjnego mordercy. I przyszła pora na gwóźdź programu.
Kuchnię mamy zcybernetyzowaną w stopniu podstawowym. Czyli mamy robota. Robot ma już na swoim koncie wiele spektakularnych zwycięstw kulinarnych i jego pozycja Głównego Tracza jest ugruntowana. Poza tym właścicielka darzy go znacznym afektem, co prowadzi do wielu eksperymentów z cyklu "ciekawe, czy z tym też sobie poradzi?" Tym razem padło na chrzan, ku mojemu niekłamanemu zadowoleniu.
Pierwsze wyniki były w najwyższym stopniu zadowalające - korzeń został zmielony w czasie szybszym niż trwa sygnał programu drugiego PR. Gdy jednak doszło do oceny wyników, jakość dosłownie powaliła nas z nóg. Wszelkie wątpliwości, czy chrzan aby nie za słaby, stopniały jak śnieg w słońcu. Kuchnia wypełniła się aromatem o kalibrze broni biologicznej, i nawet maska gazowa trzymana na takie okazje okazała się bezużyteczna.
Pozostał niepokojący problem do rozwiązania - co dalej. Każde zbliżenie się do pojemnika z tą morderczą substancją doprowadzało do płaczu i okrzyków, często niecenzuralnych, biedna dziecina musiała w łonie matki tyle się nasłuchać okropności. Bez maski było ciężko, w masce jeszcze gorzej, gdy oczy zachodziły łzami a powierzchnia szkieł momentalnie parowała. W końcu, po kilku, prawie samobójczych, próbach udało się zamknąć dżina do pudełka.
Niespodzianka czeka na stół wielkanocny. Szczęśliwy Aladyn uwolni demona. Nie ma co mówić, stworzyliśmy potwora, którego nawet nasi dziadowie by się nie powstydzili!
Kuchnię mamy zcybernetyzowaną w stopniu podstawowym. Czyli mamy robota. Robot ma już na swoim koncie wiele spektakularnych zwycięstw kulinarnych i jego pozycja Głównego Tracza jest ugruntowana. Poza tym właścicielka darzy go znacznym afektem, co prowadzi do wielu eksperymentów z cyklu "ciekawe, czy z tym też sobie poradzi?" Tym razem padło na chrzan, ku mojemu niekłamanemu zadowoleniu.
Pierwsze wyniki były w najwyższym stopniu zadowalające - korzeń został zmielony w czasie szybszym niż trwa sygnał programu drugiego PR. Gdy jednak doszło do oceny wyników, jakość dosłownie powaliła nas z nóg. Wszelkie wątpliwości, czy chrzan aby nie za słaby, stopniały jak śnieg w słońcu. Kuchnia wypełniła się aromatem o kalibrze broni biologicznej, i nawet maska gazowa trzymana na takie okazje okazała się bezużyteczna.
Pozostał niepokojący problem do rozwiązania - co dalej. Każde zbliżenie się do pojemnika z tą morderczą substancją doprowadzało do płaczu i okrzyków, często niecenzuralnych, biedna dziecina musiała w łonie matki tyle się nasłuchać okropności. Bez maski było ciężko, w masce jeszcze gorzej, gdy oczy zachodziły łzami a powierzchnia szkieł momentalnie parowała. W końcu, po kilku, prawie samobójczych, próbach udało się zamknąć dżina do pudełka.
Niespodzianka czeka na stół wielkanocny. Szczęśliwy Aladyn uwolni demona. Nie ma co mówić, stworzyliśmy potwora, którego nawet nasi dziadowie by się nie powstydzili!
Nie mam
Nie mam jeszcze łóżeczka
Nie mam słodkich dziecięcych śpioszków
Ani nawet skarpetek
Nie mam maskotek (dla dzieci >0 lat), specjalnych antyalergicznych
Nie wybraliśmy imienia
Nie wybraliśmy szpitala
Nie wybraliśmy żłobka
Ani przyszłego kierunku studiów (nowocześni rodzice myślą przyszłościowo)
Nie mamy strachu, ani tremy
Nie mamy książek o idealnym wychowaniu
Nie mamy ani wprawy, ani wyprawki
Mam tylko przeczucie, że to będzie wielka przygoda
Nie mam słodkich dziecięcych śpioszków
Ani nawet skarpetek
Nie mam maskotek (dla dzieci >0 lat), specjalnych antyalergicznych
Nie wybraliśmy imienia
Nie wybraliśmy szpitala
Nie wybraliśmy żłobka
Ani przyszłego kierunku studiów (nowocześni rodzice myślą przyszłościowo)
Nie mamy strachu, ani tremy
Nie mamy książek o idealnym wychowaniu
Nie mamy ani wprawy, ani wyprawki
Mam tylko przeczucie, że to będzie wielka przygoda
piątek, 3 kwietnia 2009
Wielka ucieczka
Nie wiem, jak Wam, ale mi zdarzają się chwilę, kiedy mam ochotę wszystko zostawić/rzucić/ciepnąć/*** w cholerę (że się tak wyrażę). Mówię sobie, że jutro nie idę do pracy, wsiadam w pociąg i nie ma mnie.
Ha!
Właśnie tak zrobiłam. Wzięłam dwa dni wolnego i czwartkowym porannym pociągiem dotarłam do Wilka. A w Wilku wiadomo: zielona trawka, święty spokój, wsparcie rodziny, zaopatrzona lodówka, dwudaniowe obiadki, spacery z psami. Słowem raj na ziemi. Tato miał dziś imieniny, więc obiad był wyjątkowo pyszny, a po obiadku wskoczyłam na leżak powygrzewać się na słoneczku - tak było!
Dziś wieczorem przyjeżdża mężuś mój drogi (na forach kobiecych użyto by kryptonimu "M."), więc w nocy również będzie cieplutko. Wczoraj musiała grzać mnie Bomba...
Wszyscy są dla mnie mili ostatnio, nie miałam problemów, żeby wziąć sobie wolne. Nie wiem, może to dlatego, że jestem bardziej marudna i chcieli się mnie pozbyć. W każdym razie, wszystkim niezdecydowanym polecam połączenie: wiosna + rosnący brzuszek.
Ha!
Właśnie tak zrobiłam. Wzięłam dwa dni wolnego i czwartkowym porannym pociągiem dotarłam do Wilka. A w Wilku wiadomo: zielona trawka, święty spokój, wsparcie rodziny, zaopatrzona lodówka, dwudaniowe obiadki, spacery z psami. Słowem raj na ziemi. Tato miał dziś imieniny, więc obiad był wyjątkowo pyszny, a po obiadku wskoczyłam na leżak powygrzewać się na słoneczku - tak było!
Dziś wieczorem przyjeżdża mężuś mój drogi (na forach kobiecych użyto by kryptonimu "M."), więc w nocy również będzie cieplutko. Wczoraj musiała grzać mnie Bomba...
Wszyscy są dla mnie mili ostatnio, nie miałam problemów, żeby wziąć sobie wolne. Nie wiem, może to dlatego, że jestem bardziej marudna i chcieli się mnie pozbyć. W każdym razie, wszystkim niezdecydowanym polecam połączenie: wiosna + rosnący brzuszek.
Prima www, a prilis na całym świecie
Urzekł mnie tegoroczny ton żartów w sieci. Wiadomo, że kryzys, wiadomo, że bieda i przestępczość, ziemia pędzi ku upadkowi na złamanie karku i możemy tylko biernie obserwować jej bezwładne staczanie się po równi pochyłej. Widać jednak, ze nie ma takiego czasu, z którego nie dałoby się wykrzesać odrobiny humoru na poprawę nastroju. Nawet taki monolit jak Microsoft zdobył się na odrobinę utrzymanego w dobrym tonie uśmiechu.
Poniżej najsmaczniejsze, moim zdaniem, rodzynki tegorocznego początku kwietnia. Osobiście uważam za najlepszy kawałek ten o piratach, i zazdroszczę, że to nie ja go wymyśliłem.
1. Windows Vista Crisis Edition
2. WWF ma się coraz gorzej

3. Rozrywki trzeciego świata
Somalijscy piraci urządzają festiwal piosenki żeglarskiej
Somalijscy piraci, którzy do tej pory porywali statki, przygotowują festiwal piosenki żeglarskiej w Mogadiszu. Rzecznik piratów rozesłał wiadomość tej treści do światowych mediów. Szanty zaśpiewają w stolicy Somalii zespoły z całego świata. Polskę reprezentować będą „Ryczące Sześćdziesiątki”. Udało nam się skontaktować z rzecznikiem piratów Abu Mumą Ibasimem. czytaj dalej na wp.pl
4. XBox dla weteranów
Poniżej najsmaczniejsze, moim zdaniem, rodzynki tegorocznego początku kwietnia. Osobiście uważam za najlepszy kawałek ten o piratach, i zazdroszczę, że to nie ja go wymyśliłem.
1. Windows Vista Crisis Edition
2. WWF ma się coraz gorzej
3. Rozrywki trzeciego świata
Somalijscy piraci urządzają festiwal piosenki żeglarskiej
Somalijscy piraci, którzy do tej pory porywali statki, przygotowują festiwal piosenki żeglarskiej w Mogadiszu. Rzecznik piratów rozesłał wiadomość tej treści do światowych mediów. Szanty zaśpiewają w stolicy Somalii zespoły z całego świata. Polskę reprezentować będą „Ryczące Sześćdziesiątki”. Udało nam się skontaktować z rzecznikiem piratów Abu Mumą Ibasimem. czytaj dalej na wp.pl
4. XBox dla weteranów
środa, 1 kwietnia 2009
Wii dla niego, wii dla niej...
Ten, kto choć raz grał na Wii ubawi się jak norka.
Dla tych, co nigdy nie grali bądź nie znają, wyjaśniam: Wii to konsola go gier, podłączana z reguły do telewizora, podobnie jak popularna PlayStation. Gra się bezprzewodowym padem (wiilotem), co jest podstawą zabawy i głównym wyznacznikiem odmienności Wii od konkurencji. Można z nim robić cuda - od machania mieczem, przez wędkowanie po boks. Jak się okazuje, kobieca wersja posiada kilka innych zalet... >link<
Dla tych, co nigdy nie grali bądź nie znają, wyjaśniam: Wii to konsola go gier, podłączana z reguły do telewizora, podobnie jak popularna PlayStation. Gra się bezprzewodowym padem (wiilotem), co jest podstawą zabawy i głównym wyznacznikiem odmienności Wii od konkurencji. Można z nim robić cuda - od machania mieczem, przez wędkowanie po boks. Jak się okazuje, kobieca wersja posiada kilka innych zalet... >link<
Subskrybuj:
Posty (Atom)